Zdrada i rozstanie – jak psychika reaguje na utratę
- Agnieszka Witalewska
- 13 lut
- 3 minut(y) czytania

Rozstanie i zdrada – co naprawdę dzieje się w psychice człowieka
W gabinecie często słyszę zdanie:„Nie poznaję siebie. Przecież to tylko rozstanie… a ja czuję się, jakby świat się zawalił”.
I to jest moment, w którym zatrzymujemy się przy słowie „tylko”. Bo rozstanie i zdrada nie są „tylko” wydarzeniem. Są doświadczeniem utraty więzi – a więź jest jednym z najsilniejszych regulatorów naszego poczucia bezpieczeństwa.
Z perspektywy psychologii nie mówimy tu wyłącznie o emocjach. Mówimy o aktywacji systemu przywiązania, o reakcji stresowej organizmu, o naruszeniu struktury tożsamości. To dlatego cierpienie bywa tak intensywne – i tak trudne do zrozumienia dla otoczenia.
Rozstanie jako żałoba po „nas”
Kiedy kończy się związek, nie tracimy wyłącznie drugiej osoby. Tracimy wspólną przyszłość, rytuały, poczucie „bycia czyjąś”. Tracimy wersję siebie w relacji.
W praktyce klinicznej widać wyraźnie, że proces po rozstaniu przypomina żałobę. Pojawia się zaprzeczenie („to niemożliwe”), gniew, rozpacz, momenty ulgi, a potem znów tęsknota. Te stany nie układają się linearnie.
Pamiętam pacjentkę, która przez pierwsze tygodnie po rozstaniu funkcjonowała zadaniowo – praca, siłownia, spotkania towarzyskie. Wszyscy mówili: „świetnie sobie radzisz”. Po dwóch miesiącach przyszło załamanie – bezsenność, napady płaczu, trudność z koncentracją. Otoczenie było zdezorientowane. A ja widziałam, że dopiero wtedy jej psychika zaczęła naprawdę przeżywać stratę.
To naturalny proces adaptacyjny. Organizm potrzebuje czasu, by przestawić się z trybu „byliśmy” na „jestem”.
Zdrada jako uraz więzi
Zdrada ma dodatkowy wymiar. To nie tylko strata. To pęknięcie w poczuciu bezpieczeństwa.
Osoby zdradzone często mówią:„Czuję się jak po wypadku”.„Wszystko, co było, wydaje się kłamstwem”.„Nie wiem, czy komukolwiek mogę ufać”.
I rzeczywiście – w badaniach nad przywiązaniem zdrada bywa opisywana jako uraz relacyjny. Pojawiają się natrętne obrazy, powracające pytania, nadmierna czujność. To nie jest „szukanie dramatu”. To próba odzyskania kontroli po naruszeniu podstawowego przekonania: „jesteś po mojej stronie”.
W gabinecie widzę, jak bardzo to doświadczenie uderza w poczucie własnej wartości. Umysł szuka przyczyny w sobie:„Gdybym był bardziej czuły…”„Gdybym była atrakcyjniejsza…”
To mechanizm, który paradoksalnie daje iluzję wpływu. Łatwiej uwierzyć, że „to moja wina”, niż zmierzyć się z faktem, że ktoś przekroczył granicę.
Dlaczego reakcje bywają tak sprzeczne?
Osoba zdradzona może jednego dnia mówić: „Nigdy mu nie wybaczę”, a następnego tęsknić i inicjować kontakt. Może jednocześnie kochać i nienawidzić.
To nie brak konsekwencji. To konflikt między systemem przywiązania a poczuciem zagrożenia. Jedna część psychiki szuka bliskości, druga – ochrony.
Podobnie przy rozstaniu: można wiedzieć racjonalnie, że relacja była trudna, a mimo to odczuwać silną tęsknotę. Emocjonalny mózg nie kieruje się logiką argumentów.
Dlaczego otoczenie nie zawsze rozumie?
Cierpienie po rozstaniu czy zdradzie bywa społecznie bagatelizowane. „Weź się w garść”, „znajdziesz kogoś lepszego”, „to nie był ten jedyny”.
Myślę, że dzieje się tak z kilku powodów:
silne emocje innych wywołują w nas bezradność,
chcemy wierzyć, że relacje są stabilne i przewidywalne – cudzy kryzys narusza tę iluzję,
tempo życia nie sprzyja długiemu przeżywaniu straty.
Tymczasem proces integracji doświadczenia bywa długotrwały. Zwłaszcza gdy rozstanie dotyka głęboko zakorzenionych schematów – lęku przed odrzuceniem, przekonania o byciu „niewystarczającym”, trudności w stawianiu granic.
Co naprawdę jest stawką?
W mojej pracy widzę, że pod powierzchnią bólu kryją się fundamentalne pytania:
Czy jestem godna/godny miłości?
Czy mogę komuś zaufać?
Kim jestem bez tej relacji?
Rozstanie i zdrada konfrontują z kruchością wyobrażeń o sobie i świecie. Dlatego tak destabilizują.
Jednocześnie – choć brzmi to paradoksalnie – mogą stać się momentem głębokiego poznania siebie. Nie w sensie „lekcji, za którą trzeba być wdzięcznym”, lecz w sensie urealnienia: zobaczenia własnych potrzeb, granic, wzorców przywiązania.
Kiedy warto szukać wsparcia?
Jeżeli cierpienie utrzymuje się miesiącami w niezmienionej intensywności, pojawia się bezsenność, napady lęku, trudność w pracy czy w relacjach – warto potraktować to poważnie.
Psychoterapia nie polega na „przekonywaniu, że będzie dobrze”. Polega na bezpiecznym przejściu przez proces, zrozumieniu mechanizmów i odbudowie wewnętrznego poczucia stabilności.
Rozstanie i zdrada nie są dowodem słabości. Są doświadczeniami, które dotykają najbardziej wrażliwego obszaru – potrzeby więzi.
A to, że tak bardzo bolą, świadczy nie o nadwrażliwości, lecz o tym, jak głęboko potrafimy kochać i jak ważne są dla nas relacje.




Komentarze